Zakwasy i lumpeksy.

Dawno, bardzo dawno nie byłam na zakupach ciuchowych, więc się wybrałam dzisiaj, bo letnich bluzek mam tak mało, że to kolejna wymówka do siedzenia w domu, NIE MAM W CZYM IŚĆ. Poszłam oczywiście do lumpeksów, ciucholandów czy secondhandów, jak kto woli. Kasy brak, a tam ciuchów tyle i tanio jeszcze. Specjalnie wybrałam wtorek, bo w moich ulubionych i wypatrzonych miejscówkach w tych dniach jest najtaniej. (Jeden ogromny minus: mój ulubiony lumpeks został zamknięty…, serio, spoko rzeczy i dobrą cenę jak na nie, a tu pach i już go nie ma, smutek.) Mam 4 bluzki w sumie za 25 zł, wiem, że to jeszcze nie jest ten poziom „rzeczy za 2 zł”, ale i tak ujdzie, jak na warszawskie warunki, chociaż i w stolicy znam takie miejscówki, gdzie za te 2 czy 4 zł można kupić bluzę. Ale dzisiaj skończyło się na tym. (Nie wiem kto ustala cenę w lumpeksie… 99 zł za kilo, serio? W sieciówkach wychodzi mniej więcej tyle samo za większość rzeczy. Radzę omijać takie miejsca.)

Mam zakwasy, ogromne zakwasy po wczorajszym… zrywie. Jestem tak obolała, że nawet spać nie mogłam. Łydki, uda, plecy i ramiona. Nawet tyłek mnie boli. Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej, dzisiaj tyle się nachodziła i może jakoś je „rozchodziłam”. Wszystko mnie boli… Do tego kupiłam zdrowe jedzenie w postaci kalafiora i chleba żytniego. Znów jestem herosem.

Reklamy

Odpowiedz mi.

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s